Katarzyna J. Piotrowska. Specjalistka ds. marketingu i PR, konferansjerka, blogerka, żona, mama, współtwórczyni Vicommi Media. Ekspertka w komunikacji firm z branży medycznej i farmaceutycznej, entuzjastka mediów, wieloletnia redaktor naczelna serwisów medycznych.
moja przyjaciółka chce się zabić, co robić . ? 2010-09-05 21:49:12; Moja przyjaciółka zakochała się w nauczycielce jak mam wybić jej to z głowy? 2011-07-16 22:32:27; Co zrobić jeśłi przyjaciółka chce się zabić??? 2009-08-17 17:43:43; moja przyjaciółka chce sie zabić.
Chce się zabić! 2011-05-06 09:58:46; Chce się zabić przez chłopaka i on o tym wie i powiedział swojej mamie nauczycielce? 2011-08-03 23:21:12; Jak nazywa się film o 12 dzieci i rodzicach? 2013-01-05 09:40:43; chce się zabić! 2010-06-02 18:29:07; Co to znaczy jak mój przyjaciel powiedział że chce max dwójkę dzieci? 2012-06-19 20:36:39
To bardzo ciekawe, że moja mama i siostra postanowiły rozwiązać swoje problemy moim kosztem. Mama nie chce zamienić mieszkania na dwa mniejsze, siostra nie chce schować swoją dumę do kieszeni i dogadać się z mamą, a ja muszę to wszystko zrozumieć i przeprowadzić się z mężem z własnego mieszkania, by siostra mogła tam zamieszkać.Mam młodszą
Tłumaczenia w kontekście hasła "moja mama chce" z polskiego na włoski od Reverso Context: Gloria, moja mama chce za wszystko przeprosić.
Moja 14-letnia córka chciała się zabić Uratował ją anonim z Internetu" 11 sierpnia 2021 „Emilka pisała z kimś ze Szczecina i powiedziała mu, że właśnie popełniła samobójstwo, bo rzucił ją chłopak.
Uo4x. napisał/a: zdesperowana21 2008-12-04 13:12 asu... Mieszkaliśmy wtedy z moją mamą gdyż mąż nie miał własnego obiecywał je zdobyć. Tuż przed porodem córki,mąż zaczął załatwiać sobie lewe L4 i szukać wszelkich sposobów jak by tu nie iść do pracy...ciągnęło się to ok 2 mnie to że jest przy mnie gdyż twierdził że na razie nie bedzie chodził do pracy,nigdy nie brał L4 więc raz może spróbować...a przynajmniej będzie na każde moje tak styczniu urodziła się nasza śliczna córeczka i wtedy zamieszkaliśmy z rodzicami męża gdyż u mojej mamy zrobiło się zbyt ciasno a nadal nie mieliśmy własnego m. I wtedy zaczął się porzucił pracę i zaczął pić z własnym ojcem, lub znikał na całe noce gdzieś z kolegami. Przez pierwsze 2-3 miesiące coś tam jeszcze robił czasem przy córce, ale później już kompletnie mu się odechciało...Byłam zostawiona sama z córką w 1 pokoju, bez możliwości protestu. Moje zdanie w tamtym domu się nie liczyło. Byłam nikim przez to że nie dawaliśmy pieniędzy(bo ich nie mieliśmy) nie mogłam zabierać głosu. Nie mogłam prosić o pomoc ani teścia ani teściowej w momentach kiedy mąż przychodził pijany lub gdy wychodził na imprezkę. We wrześniu podjęłam tylko przez miesiąc gdyż później dowiedziałam się że mąż w czasie opiekowania si córką pił ponad to w tamtym domu zaczęto ciągle głośno powtarzać że ja nie chodzę do pracy tylko wychodzę z domu bo nie chcę się dzieckiem zajmować...uciekłam stamtąd wraz z córką do mojej tym powiedziałam mężowi że ma 2 zmianę zachowania,znalezienie pracy i zaangażowanie w szukanie nic się nie zmieniło. Mieszkam teraz z moją jest dobrze bo ja i ona to dwie skrajności,ale lepsze to niż powolne wykańczanie psychiczne którego doznawałam żyjąc w domu rodziców męża. 2 dni po przeprowadzce mąż przewiózł resztę rzeczy córki i moje które zostały u zabraniałam mu kontaktów z córką...zabierał ją na spacery,przychodził do pozwalam mu się widywać z 3 miesiące mieszkam z tym czasie otrzymałam od niego 500zl. na w przeliczeniu miesięcznym to jakieś 1 paczka pampersów to to córka często dosyć że mąż twierdzi że to moja wina to jeszcze nie zakupuje lekarstw przepisanych przez lekarkę żądając zmiany lekarza na takiego którego on zna i który nie leczy tylko ogląda i każe czekać aż się samo wyleczy. Mija już 2 co dzień wali w drzwi,przyjeżdża policja, a kilka dni temu zaszedł mnie od tyłu na ulicy wyciągnął córkę z wózka i uciekł z nią mówiąc"UWAŻAJ BO WIĘCEJ CÓRKI NIE ZOBACZYSZ".Myślałam że umrę z rozpaczy. Znowu była policja...Sam przyprowadził mi9 córkę do domu po godzinie ale wyobraźcie sobie jak długa i oblana rozpaczą była da mnie ta 1 godzina. Ponad to wszystko opn chce mi odebrać sądownie córkę nie wiem na jakiej podstawie ale widzę jak bardzo się o to stara i to mnie już do tego że boję się wyjść z domu gdziekolwiek-czy to ze znajomymi czy na spacer...boję wyobrażam sobie co mogłoby się stać gdyby mi ją nie wie co znaczy być ojcem-łożyć na dziecko, nie przesypiać nocy, Nosić ja nocami na rekach gdy jest chora...A do tego żeby mnie pogrążać namawia go cała jego rodzina która także mnie ciągle nachodzi powtarzając że jestem niezrównoważona i schizofreniczka. Twierdzą że najważniejsza jest miłość a nie się z nimi zgadzam ale miłością moje dziecko się nie naje!Dlatego toczę tą wojnę i walczę o dobro dla niej. Czekam na sprawę o już złożyłam. muszę też złożyć pozew o rozwód i zakaz zbliżania się do mnie. On uderzył mnie tylko raz. Nigdy więcej tego nie powtórzył...ale boję się rozumiem dokładnie dlaczego ale czuję że pokrywam się paniką jak tylko o nim i to właśnie czuję Jeśli ktoś ma ochotę podzielić się ze mną swoimi doświadczeniami lub ma jakiekolwiek pytania o mnie i o moje życie to serdecznie zapraszam. ...................................................Załamana napisał/a: nixie7 2008-12-04 21:53 oj, niefajna sytuacja, ale ważne ze od niego uciekłaś, na pewno wszystko sie ułoży. Nie martw sie , na pewno Ci nie odbierze dziecka. Nie wiem co by ci doradzić bo sie nie znam ale pomyśle o tym. 3-maj sie powodzenia. napisał/a: deedee86 2008-12-04 22:32 Dobrze że napisałaś do Nas ponieważ nie wolno dusić w sobie wszystkiego lepiej jest komuś powiedzieć wylać łzy złość tutaj. Nie wiem co doradzić. Może spróbuj wychodzić na spacery ze znajomymi i niech Cie odprowadzają. Płotkami sie nie przejmuj tylko musisz być silna i się nie poddać. Jak złożysz wniosek o rozwód złoż też o pozbawienie go praw do dziecka. Walcz kobieto o dziecko bo tylko to Ci pozostaje. Czy Twoja mama może zająć się dzieckiem? Szukaj pracy pokażesz wszystkim że jesteś wstanie utrzymać rodzine. Pisz do nas jak sprawy sie tocza może w przyszlosci sie komus przyda i zawsze nam możesz napisac wszystko co Ci lezy na sercu a w duszy bedzie spokoj Powodzenia i pozdrawiam Natalia Przepraszam za niespójność.... napisał/a: niu_nia 2008-12-04 23:05 Zdesperowana21 jedno co powiem to podziwiam Cie za odwagę- odwagę, której wiele dziewczyn, które tu piszą nie ma. Zabrałaś córkę i odeszłaś od męża - brawo pierwszy dobry krok!!! Wcześniej próbowałaś zorganizować Wasze życie, znalazłaś pracę, po prostu taka młoda a tak zaradna i mądra - Twoja mama powinna być z Ciebie dumna -bo Twoja córa napewno jest i czuje jaką ma cudowną mamę. Przede wszystkim rozejrzyj się za żłobkiem może? Nie wiem od jakiego wieku przyjmują dzieciaki ale skoro Twoja mama nie bardzo chce zająć się wnuczką albo nie może a Ty chciałabyś i powinnaś pracować - nie tylko ze względu na pieniążki ale też kontakt z innymi ludźmi - to może być całkiem dobre rozwiązanie. Tylko musiałabyś zaznaczyć tam, że córkę odbierasz tylko Ty lub Twoja mama a ojciec jakby się pojawił to opiekunki mają prawo wezwać policję. Ureguluj sprawy prawnie - rozwód oraz opieka nad dzieckiem. On nie może Ci zabrać córeczki, bo jest nieodpowiedzialny- same lewe zwolnienia już o czymś świadczą. Jest taka strona z pomocą prawną Poszukaj tam porady specjalistów i może podobnych historii. Trzymam za Was dziewczyny kciuki bo naprawdę jesteś wzorem dla wielu dziewczyn. napisał/a: Luis 2008-12-04 23:27 Życie jest tylko chwilą mówicie... Zapewniam nie ! Sam cierpiałem, byłem załamany, jednak z czasem zaczęło to się zmieniać z czasem to opanowałem do tego stopnia że mogłem to pokonać. Jednak ja nie lubię owijać w bawełnę, jedynym wyjście możliwe że będzie sprawa w sądzie dzięki czemu ograniczysz ojcu kontakty z córką. Oraz, z czym trudniej będzie - przeprowadzka i na czas wizyt spotykać się w waszym obecnym mieście. Niestety proste to nie będzie ze względu na wiele czynników. Ale skoro tutaj napisałaś postaram się pomóc, co prawda słowem ale zapewniam takie coś potrafi uspokoić każdego. Przede wszystkim pamiętaj jesteś młoda i życie skieruje się ku ciebie uśmiechem - Pozdrawiam napisał/a: zdesperowana21 2008-12-05 09:50 Niestety nie mam nikogo w moim mieście z rodziny kto mógłby się zająć córką na czas gdy byłabym w mama, ciotki i inni członkowie rodziny lub przyjaciele-wszyscy żłobki,z tego co się dowiadywałam to w moim mieście jest ich kilka i są wypełnione po miejsca-wrzesień wiem co robić bo boję się wynająć stać mnie na nią a po 2 nie potrafiłabym chyba zaufać obcej kobiecie... napisał/a: zdesperowana21 2008-12-19 00:10 Hej...dostałam polecony z o alimenty w rozwód nadal nie złożyłam...mimo iż jest coraz gorzej-mąż robi się coraz bardziej bezczelny i stać mnie na ten pier...rozwód...a ja już tak bardzo nie chcę być jego żoną!Muszę coś wymyślić ale nic nie przychodzi mi do głowy:( napisał/a: pluszak1 2008-12-19 01:12 pospieszylas sie niestety :( ale coz ,teraz zostaje rozwod :( moze mama Ci pozyczy/ napisał/a: Rosalee 2008-12-19 09:26 pluszak napisal(a):pospieszylas sie niestety :( ale coz ,teraz zostaje rozwod :( moze mama Ci pozyczy/ Z czym się pośpieszyła??:eek: napisał/a: fct 2008-12-19 10:17 Pewnie wcale cię to nie pocieszy ani nie pomoże, ale jak czytam takie historie, to troszku wstyd mi się przyznać, że jestem facetem .... U jednych dziecinność objawia się tym, że bawią się kolejkami inny mówią kobiecie, że zabiorą jej dziecko... Cóż, ja wybieram kolejki. Trzymaj się napisał/a: Nenny 2008-12-19 12:28 Hmm.. chyba rozwod nie powinien byc az takim problemem (no chyba ze faktycznie w tej sytuacji potrzebujesz dobrego adwokata...). Wzor pozwu mozna znalezc w necie i napisac samemu, a koszta sadowe beda ci zwrocone po przedstawieniu zaswiadczenia o dochodach (czy jakos tak) :) W kazdym razie nie zalamuj sie i trzymaj sie dzielnie, "nie ma sytuacji na ziemi bez wyjscia" :) Pozdrawiam i powodzenia! napisał/a: zdesperowana21 2008-12-19 12:39 najgorsze jest to że to wszystko moja wina!:(.Faktem jest że zawsze chciałam mieć dziecko ale głupia byłam wierząc że mój"książe" znalazł mnie w tak młodym nie znałam wtedy świata...może nie znałam ludzi i byłam tępo wpatrzona w ten"ideał". Najgorsze jest tylko to że nie tylko ja się tak w niego moja rodzina była w nim zachwycona-bo jaki ON dobry, miły, uczynny....jak On cię kocha... masz szczęście...głupia byłam że dałam się nabrać na taką grę!!!:mad:.Mama raczej mi pieniędzy nie może o tym będę dopiero z nim wam jeszcze powiedzieć(ciąży mi to na sercu) kobieta która wychowuje się bez ojca ma zawsze przerąbane u szanują jej i czują sie dużo bardziej gdybym miała ojca który dałby mu w dziub jak tylko rzucił pracę to gość by się mnie skarcicie za to co napisałam ale tak właśnie myślę.
fot. Adobe Stock, kieferpix – Dlaczego? Powiedz mi, dlaczego mnie zostawiasz? Tylko nie opowiadaj bzdur, że zasługuję na kogoś lepszego. Masz inną? Znudziłam ci się? – dopytywała Dorotka, ocierając łzy. – Nie – zwiesiłem głowę. – Nie mam nikogo, naprawdę. Czułem, jak z nerwów sztywnieje mi kark. Nie chciałem jej zranić Nie planowałem tego. „Jestem draniem – myślałem, składając pocałunek na jej pięknych, smukłych palcach. – Skurwysynem” – powtarzałem w duchu, zamykając za sobą drzwi. Wróciłem do siebie. Bolało jak cholera, więc po drodze kupiłem sześciopak piwa. Wszedłem do niemal pustego mieszkania, nogą przesunąłem nierozpakowany od roku karton z ubraniami i nie zdejmując kurtki ani butów, usiadłem na kanapie, która służyła mi również za łóżko. „Nawet, k…, nie mam stolika… Ławy czy czego tam… Nic nie mam” – westchnąłem, sięgając po pierwsze piwo. Nie zalałem się w trupa. Nie straciłem kontaktu z rzeczywistością Chciałem tylko zabić ból, znieczulić się na tyle, by móc zasnąć. Odpłynąć na kilka godzin po raz pierwszy od wielu miesięcy, kiedy to poznałem Dorotę. Przez krótką chwilę uwierzyłem, że mogę być szczęśliwy: mieć żonę, dzieci, prawdziwy dom wypełniony meblami i miłością. Ale im dłużej trwał nasz związek, tym bardziej czułem, że okłamuję sam siebie. Bezsenność ostrzegała mnie, że nie nadaję się do sielskiego, rodzinnego życia. Dusiłem się od nadmiaru miłości. Męczyły mnie rozmowy, spowiadanie się z każdej chwili spędzonej bez niej, z każdego zakupu, myśli, pomysłu. Drażniły mnie wspólne posiłki i poranki, jej słodkie, conocne zabiegi, pocałunki, wtulanie się we mnie przed snem. Jej snem… Dorota kwitła, a ja obumierałem. Ileż to razy w ciągu tych kilku miesięcy miałem ochotę zwiać, gdzie pieprz rośnie? Zaszyć się w mojej króliczej norze… W pustym, bezdusznym mieszkaniu wypełnionym nierozpakowanymi kartonami. I w końcu uciekłem. Zostawiłem najwspanialszą kobietę pod słońcem i na powrót zaszyłem się w swoim świecie. – Jesteś taki podobny do twojej mamy – mawiała Dorotka, nie zdając sobie do końca sprawy, jak bliska jest prawdy. Ja też, podobnie jak moja matka, nie potrafiłem kochać ani zbliżyć się do ludzi Ktoś kiedyś powiedział, że oboje żyjemy tak, jakbyśmy świat oglądali przez szybę, nie czując nic, niczym się nie ciesząc i niczego nie oczekując. Ale jak mogłem być inny, skoro wychowała mnie taka kobieta? Dziecko szybko się uczy, a ja byłem wrażliwym chłopcem. Wcześnie pojąłem, że mama mnie nie kocha. Owszem, ubiera mnie, czasem karmi, kupuje zabawki, przygląda się moim rysunkom i budowlom z klocków, zdarza się, że pochwali, lecz nie kocha. Mama nigdy nie brała mnie na ręce, nie tuliła, nie głaskała po głowie; nie rozpromieniała się na mój widok, nie śmiała z moich drobnych psot czy pomyłek językowych, nie całowała mnie na dobranoc, nie budziła czule. Długo sądziłem, że tak zachowują się wszystkie mamy. Dopiero na placu zabaw przeżyłem szok. Miałem wtedy chyba z cztery latka. Pamiętam, obserwowałem te wszystkie panie gawędzące o swoich dzieciach, biegnące, gdy tylko ich maluch spadł z rowerka czy przewrócił się w piaskownicy, bez powodu głaszczące i tulące swoje pociechy, i nie mogłem pojąć, co one robią. Wychowywała mnie babcia, równie troskliwa jak te panie, ale to były mamy! Po tamtym spacerze wróciłem do domu wzburzony. W złości rozbiłem o ścianę piękny, żółty traktor, który dostałem od rodziców na gwiazdkę, i rozpłakałem się. Babcia sądziła, że to z powodu zabawki, jednak ja szlochałem, zazdroszcząc dzieciom ich miłych, czułych mam. Moje rozmyślania przerwał dzwonek w komórce. Przeciągnąłem palcem po wyświetlaczu smartfona i przeczytałem nagłówek wiadomości od Doroty. „Kocham cię, zawsze będę cię kochać” – napisała. Z westchnieniem sięgnąłem po kolejne piwo, ze wszystkich sił starając się nie rozkleić. Gdybym tylko mógł, zatłukłbym tamtych facetów, którzy skrzywdzili moją mamę i zniszczyli życie naszej rodziny. Tata nigdy mi nie powiedział, co się stało wtedy w pociągu, a mamy pytać nie śmiałem. Babcia też milczała jak grób. Wiem tylko tyle, że mama była w siódmym miesiącu ciąży ze mną, kiedy postanowiła odwiedzić siostrę w Grudziądzu. Chciała zabrać kilka rzeczy po jej dzieciach i pogadać od serca. Spóźniła się na wcześniejszy pociąg i choć ciocia Joasia nalegała, ona uparła się, żeby mimo później pory wrócić do męża. W środku tygodnia nocą podróżowało niewiele osób. Mama usiadła w jednym z przedziałów, wyjęła książkę… Była śliczną, drobną dziewczyną. Niewiele przytyła w ciąży, więc jej brzuszek też nie rzucał się w oczy. Nie należała do odważnych, jednak też nie bała się ludzi, więc nie wystraszyła się dwóch chłopaków z rezerwy, którzy usiedli tuż przy drzwiach jej przedziału. Zaniepokoiła się dopiero, gdy sięgnęli po piwo. Wstała, chciała wyjść, ale zastąpili jej drogę i stanowczo poprosili, żeby została. Sparaliżowana strachem nie krzyczała, nie próbowała się wyrwać Bała się o siebie i dziecko, które nosiła pod sercem. Wróciła więc z powrotem na miejsce, modląc się, aby ci chłopcy jak najszybciej wysiedli. W ostateczności liczyła na pomoc konduktora, lecz tej nocy nikt nie miał zamiaru sprawdzać biletów… Nie wiem, co zdarzyło się później. Tata czekał na nią na peronie z bukietem jej ulubionych pachnących narcyzów, ale kwiaty wypadły mu z ręki, kiedy zobaczył swoją żonę. Roztrzęsioną, z podartym rękawem sukienki, podbitym okiem i zadrapaniami na twarzy i dłoniach. W świetle jednej jedynej latarni na pustym peronie wyglądała jak upiór. Chciał ją zawieźć na pogotowie, ale nie pozwoliła mu na to, chciała wracać do domu. Tam od razu weszła pod prysznic i zmyła z siebie wszelkie ślady. Na miejscu ojca nigdy bym nie odpuścił. Siłą wsadziłbym żonę do samochodu i zawiózłbym ją do szpitala, gnany lękiem o nią i dziecko. Mój tata był inny. Dobry, opiekuńczy, a przy tym posłuszny. To mama rządziła domem na swój słodki sposób, więc czekał na jej decyzję. Całą noc miotał się po domu, a ona próbowała zasnąć. Miał jedynie nadzieję, że dziecku nic się nie stało. Urodziłem się trzy tygodnie później. Lekarz, widząc siniaki na twarzy i ciele mamy, sądził, że to sprawka mojego ojca, ale nic nie zrobił; trzydzieści lat temu mało kto wtrącał się w małżeńskie sprawy. A już na pewno nie położnicy z powiatowego szpitala. Mama bardzo się zmieniła przez te trzy tygodnie. Odsunęła się od taty, zamknęła w sobie. Truchlała na każdy głośniejszy dźwięk Na odgłos tłuczonego szkła wpadała w histerię. Nigdy więcej nie wsiadła do pociągu. Ani sama, ani ze mną, ani z nikim innym. Od tamtej pory tata wszędzie woził ją samochodem, także w największe mrozy, śnieżyce czy ulewy. Zamierała na sam dźwięk przejeżdżającego pociągu. Przez pierwsze lata w nocy często budziła się z krzykiem, wracając we śnie do tamtego koszmaru. – Biedna mama, biedni my… – westchnąłem, wybierając numer telefonu rodziców. – Cześć – zacząłem i od razu zdałem sobie sprawę z popełnionego błędu. – Cześć – odpowiedziała mama. – Jak się czujesz? – zapytała swoim matowym głosem. – Nijak – rzuciłem. Tyle chciałem jej powiedzieć, może nawet wypłakać, ale nie umiałem zdobyć się na odwagę. Pewnie zresztą ona też nie wiedziałaby, co zrobić z moją chwilą słabości, więc zapytałem ją o zdrowie i rzucając, że u mnie wszystko dobrze, rozłączyłem się. – Beznadzieja! – krzyknąłem, wrzucając butelkę do kosza na śmieci. – Ch… z segregacją – mruknąłem, po czym poczłapałem do lodówki po następną. Miałem ochotę upić się do nieprzytomności i raz na zawsze zapomnieć o moim beznadziejnym życiu. O tym domu, w którym pozornie wszystko wyglądało jak dawniej, ale pewnie nic nie przypominało już szczęścia sprzed wypadku. Mama odsunęła się od ojca, potem ode mnie. Już następnego dnia po moich narodzinach straciła pokarm, a wkrótce i chęci do zajmowania się mną. Dzisiaj położna odwiedzająca kobiety pomyślałaby o depresji, ale wtedy mama zdana była na ojca i babcię. Ci natychmiast pośpieszyli z pomocą dziecku, starając się zastąpić ją najlepiej, jak umieli. Ale nigdy nie udało im się zastąpić matki, której tak bardzo potrzebowałem. Nie winię ich. Babcia była kochaną, lecz prostą kobietą; nie lubiła swoimi problemami zamęczać lekarzy. Tata, jak to facet, starał się dać żonie wszystko, nie wiedząc nawet, że istnieją na świecie psycholodzy. Lekarz rodzinny tylko dziwił się, że mama jakaś taka lękliwa się stała, ale oprócz medykamentów mających wyciszyć nocne koszmary nie szukał głębszych przyczyn jej stanu. Nikt oprócz najbliższej rodziny nie wiedział, co przeżyła Nigdzie nie odnotowano napadu, nie przeanalizowano śladów na jej ciele, jakby nic się nie zdarzyło, choć pewnie zdarzyło się wiele. Dopiero kilka lat później nowy lekarz ogólny, młody absolwent medycyny, któremu jeszcze się chciało, skierował mamę do psychiatry. Tłumaczył, że to nic złego korzystać z pomocy specjalistów. Polecił nawet znakomitego profesora w wojewódzkim mieście, do którego mama jeździła przez kolejne siedem lat, zostawiając u niego nasze oszczędności. Niestety, pan profesor lubował się jedynie w wypisywaniu recept na coraz to nowe i droższe medykamenty, po których mama czasem chodziła jak nieprzytomna albo przesypiała nie tylko noce, ale i dni. Próbowała protestować. Zwłaszcza gdy podniósł stawki za godzinną wizytę. W odpowiedzi usłyszała, że może sobie iść i szukać kogoś lepszego, jeśli jej się nie podoba. Może gdyby moja mama była dawną Krysią, mając do czynienia z takim chamem, odwróciłaby się na pięcie i trzasnęła drzwiami. Jednak ona w odpowiedzi jedynie skuliła się w sobie i potulnie sięgnęła po portfel. Zbyt dobrze wiedziała, że z mężczyznami nie wygra. Proszki tłumiły jej emocje, lecz nie leczyły z fobii narastających z każdym rokiem. Przestała pracować, przeszła na rentę. Zamknęła się w domu. Jedynym jej zajęciem stało się pucowanie wnętrza, co doprowadziła do perfekcji, ale jakoś szczęśliwsza od tego nie była. A ja? Z wiekiem nauczyłem się już żyć bez mamy i zajętego nią, bezgranicznie w niej zakochanego ojca. Miałem babcię i tylko dla niej żyłem. Dla niej skończyłem dobre technikum i zdałem na politechnikę. Marzyłem o dobrej pracy z pensją, za którą mógłbym zabrać babcię na wycieczkę po Europie. Niestety, nie zdążyłem tego zrobić. Babcia zmarła dzień po moim absolutorium. Tej szansy nie wolno mi zmarnować Rzuciłem w kąt dyplom uczelni i zapomniałem o marzeniach. Znalazłem zatrudnienie w jednej z prywatnych firm bez ambicji. Za oszczędności, które zapisała mi babcia, kupiłem mieszkanie z dala od rodzinnej miejscowości. To samo, w którym siedziałem tego dnia i piłem piwo… Trzy razy straciłem głowę dla jakichś dziewczyn, ale uciekałem, gdy zaczynało się robić poważniej. Teraz uciekłem od Doroty. Może gdyby żyła babcia, przywiózłbym ją i przedstawił, ale teraz nikogo to nie obchodziło… Zadzwonił telefon. – Synu, ty znowu pijesz? – usłyszałem głos ojca. – A kto ci tak powiedział? – burknąłem rozeźlony. – Mama – odparł. Zaniemówiłem zaskoczony. – Myślałem… – Źle myślałeś, synu – nie dał mi dokończyć. – Bardzo się o ciebie martwimy, choć może tego nie widać – westchnął, a mnie łzy popłynęły po policzkach. Rozłączyłem się pod byle pretekstem, żeby tylko nie odkrył, jakie wrażenie zrobiły na mnie jego słowa. Ojciec pierwszy raz powiedział mi coś takiego. „Martwią się o mnie?” – ta myśl przez całą noc nie dawała mi spokoju. O świcie nie wytrzymałem. Wziąłem zimny prysznic, ogoliłem się, ubrałem i pojechałem do Doroty. – Przepraszam – powiedziałem, gdy tylko otworzyła drzwi. – Jeśli jeszcze chcesz mnie posłuchać, to ci opowiem, dlaczego wczoraj tak postąpiłem. Opowiem ci o moim życiu – patrzyłem jej w oczy, modląc się w duszy, żeby mnie przyjęła. Z rozmazanym makijażem, we wczorajszym podkoszulku nie wyglądała najlepiej, a jednak dla mnie w tamtej chwili była najpiękniejsza na świecie. – Chciałbym, żebyś poznała moją rodzinę – dodałem. Nie odpowiedziała, otworzyła szeroko drzwi. Bez słowa usiedliśmy na kanapie, na której jeszcze niedawno tuliłem ją w ramionach, przerażony naszą ciągłą bliskością. Jeszcze wczoraj bałem się takiego życia, ale dzisiaj byłem już na nie gotów. – Opowiem ci o pewnej kobiecie, jej podróży pociągiem i chłopcu, którego urodziła trzy tygodnie później. I o tym, jak nikt nie umiał im pomóc – zacząłem, przełykając głośno ślinę. Już wiedziałem, że nie zmarnuję drugiej danej mi szansy. Czytaj także:Kamila najpierw była dziewczyną mojego syna, potem uwiodła mojego mężaMąż ma pretensje, że ciągle niańczę swojego brataPo utracie pracy przeniosłam się z dnia na dzień do Warszawy
Ja przez rodziców będę sam do końca życia i mam jeszcze im za to dziękować? Przecież moja mama każdą dziewczynę, którą ja poznaję traktuje jak swoją rywalkę, patrzy się na nią spod oka, tata kiedyś do mojej dziewczyny powiedział "co pani planuje wobec mojego syna? a będzie umiała się pani nim zaopiekować?" i dziewczyna wtedy ze mną zerwała, bo zrobiło się jej głupio, nie wiedziała jak się zachować, co powiedzieć i odeszła ode mnie. Rodzice mnie całkowicie ubezwłasnowolnili, ja nie mam w ogóle życia osobistego, prywatnego, ja robię to co rodzice mi każą, mimo, że mieszkam sam. Nawet nie mogę pojechać sobie rowerem na spacer, bo jak rodzice zadzwonią do mnie i mnie nie będzie w domu, to co wtedy? Albo jak wsiądą w samochód i przyjadą do mnie z wałówką(tak jak zawsze), to będzie dom zamknięty. Dlatego muszę siedzieć w domu i czekać, bo może rodzice zadzwonią albo przyjadą. A jak mnie nie ma w domu, to potem słyszę "gdzie cię znowu nosi? i znowu nie ma ciebie w domu?"... "ZNOWU"... ja wychodzę z domu tylko do sklepu, a jak pojadę gdzieś dalej rowerem, to raz na miesiąc do banku zapłacić rachunki i potem znowu wracam do domu. Nikt by nie chciał mieć takiego życia jak ja. Moje najlepsze lata już minęły, lata, w których powinienem chodzić na dyskoteki, zabawy, bawić się, szaleć, chodzić na randki itd, to ja siedziałem z rodzicami w domu, bo mnie nigdzie nie puszczali. Teraz mieszkam sam, ale nic się nie zmieniło, to tylko takie pozory, że jestem samodzielny, a tak na prawdę kilka razy w tygodniu muszę się im meldować ze wszystkiego, sami dzwonią i wypytują "a co miałeś dzisiaj na obiad, a tak z ciekawości pytam, a wiesz... załóż tę żółtą koszulkę, a tamtą niebieską odłóż do prania, jak przyjadę to wezmę i ci wypiorę, a poprzenosiłeś drewno w ogródku? nie? to masz poprzenosić, bo za kilka dni ojciec ci przywiezie następną porcję drewna. Weź powyrywaj te chwasty w ogródku, przyszedł już rachunek za prąd? A ile masz do zapłacenia?" i tak wygląda każda rozmowa przez telefon. Facet 30 lat ze swoją mamusią. To jest normalne? Normalni rodzice jak syn im powie "idę do zakonu", to rozpaczają, są nieszczęśliwi, bo chcą mieć wnuki. A jak ja rodzicom powiedziałem że idę do zakonu, to moja mama powiedziała "to twoje życie, ty o nim decydujesz, a wiesz, to nawet nie jest taki zły pomysł, jak chcesz to idź". Ale jak powiem "mamo, żenię się", to zaraz będzie "przyprowadź ją do domu, chcemy ją poznać, zaraz będą jej zadawać bardzo krępujące pytania i skończy się tak jak kiedyś, że dziewczyna się wystraszy i ucieknie, a rodzice mi wtedy widać że z zadowoleniem "nie martw się, widocznie nie była ciebie warta, poznasz inną, a jak nawet nie poznasz, to samemu też można żyć".. tak mi ciągle mówią. Rodzice mi nawet kolegów wybierali, nawet jak już byłem dorosły i mieszkałem sam, jakieś 3 lata temu, jak przyjechał do mnie mój znajomy, moi rodzice go nie lubią, akurat pech chciał, że wtedy rodzice też do mnie przyjechali, jak on był u mnie. I rodzice mi powiedzieli po cichu "niech on da ci spokój, znajdź sobie innego kolegę". Ten mój znajomy ma 50 lat, mieszka z dziewczyną, która ma 23 lata, to jego żona. W wieku 22-23 lat jak jeszcze mieszkałem z rodzicami, to musiałem piwo wnosić do domu pod kurtką, jak chciałem się napić, bo mi zabraniali pić piwo.. rodzice w ogóle wszystkiego mi zabraniali. Moi rówieśnicy bawili się przed blokiem a ja siedziałem w domu z rodzicami. Rodzice mnie odprowadzali do szkoły jak miałem 12-13 lat i cała szkoła się ze mnie śmiała, a jak oni nie mogli, to prosili sąsiadów. Moja mama miała stały kontakt z moimi nauczycielami, wiedziała o każdym moim ruchu w szkole, odrabiała za mnie lekcje, sprawdzała mi zeszyty, nawet jak już chodziłem do szkoły średniej, jak miałem 17 lat. Mama mnie kąpała, jak miałem 12 lat, spała ze mną jeszcze w wieku 10 lat. To są normalni rodzice? Oni zrobili ze mnie nieporadnego życiowo kalekę i przez nich będę sam do końca życia, a oni się jeszcze z tego cieszą.
Gratuluję! Jesteś kolejną osobą, która dokładnie wie czego chce. A chcesz się zabić. Ściskam dłoń, bo wiesz już jak chcesz to zrobić. W każdym domu znajdują się powszechne w użyciu substancje, dzięki których nie tylko odetkasz zlew, wyczyścisz kibel czy upieczesz ciasto, ale także odbierzesz sobie najczęstszych substancji, dzięki którym samobójstwo jest łatwe, skuteczne i bezbolesne, należą:1. porażkaTowarzyszy każdemu, jednak czasami boli bardziej. Może to być zawód miłosny, może to być kiepska ocena, może to być niespłacony kredyt, pominięcie awansu w korporacji, bezrobocie, nieplanowana ciąża, splot nieszczęśliwych zdarzeń, złe wybory losowe, codzienne trudności nawarstwiające się zbyt mocno. Porażce towarzyszy…2. strachCzasem ogarnia nagle, czasem opanowuje coraz to nowe zakamarki umysłu. Boisz się zdania innych, bliskich, sąsiadów, znajomych, ukochanej osoby. Czasem nawet boisz się samego siebie. Powoduje, że twoje ręce nie robią tego co chcesz, twoje myśli krążą tylko wokół niepowodzenia, nie pozwalając znaleźć dobrego wyjścia. Blokuje cię. Wtedy życie wydaje się, jakby straciło…3. sensNic nie cieszy, nic nie bawi. Nawet jak się upijasz, to na smutno. Jest wtedy nawet gorzej niż wcześniej. Pod wpływem alkoholu w twoim umyśle kiełkują myśli samobójcze. Czasem próbujesz jeszcze wygadać się przyjaciołom, oczekujesz pomocy, ale zamiast poklepania po plecach, czekasz na…4. zrozumienieMyślisz, że nikt cię nie rozumie. Być może. Nie każdy jest w twoim położeniu. Ale są osoby, które potrafią wysłuchać, być może pomóc. Jeśli to nie rodzina czy przyjaciele, warto udać się z poradą do kogoś, kto zna wiele takich historii jak twoja. Nie, to nie ksiądz czy pracownik socjalny. I wcale nie musisz nigdzie chodzić – wystarczy 123 – Telefon zaufania dla osób dorosłych w kryzysie emocjonalnym22 425 98 48 – Telefoniczna pierwsza pomoc psychologiczna116 111 – Telefon zaufania dla dzieci i młodzieży801 120 002 – Ogólnopolski telefon dla ofiar przemocy w rodzinie „Niebieska Linia”800 112 800 – „Telefon Nadziei” dla kobiet w ciąży i matek w trudnej sytuacji życiowejByć może wtedy zrozumiesz, że na świecie istnieje bezinteresowność i …5. miłośćKażdy z nas ma kogoś, kto będzie po nim płakać. Rodzic, partner, dziecko, przyjaciel, kolega z pracy… To nie tak, że nikogo nie obchodzisz. Owszem, świat bez ciebie się obędzie, ale pojedyncze jednostki mogą stracić grunt pod nogami, gdy zamknie się nad twoją głową wieko trumny zbyt Jasne, nikt nie obiecał łatwego życia. Wiesz co spowodowało, że w pewną wakacyjną noc nie stwierdziłam, że może moja nastoletnia samotność skończy się jak sobie popłynę na środek jeziora? Myśl, że takie samo jezioro łez wypłacze po mnie moja mama. Bo wiedziałam, że nieważne co zrobię, ona zawsze będzie ze Gnusam, CC BY-ND
zapytał(a) o 17:36 Moja przyjaciółka się tnie i chce się zabić co zrobić? Naprawdę mi na niej zależy i nie wyobrażam sobie życia bez niej. Proszę o odpowiedzi, które mi pomogą. Odpowiedzi Bardzo niebezpieczna jest sytuacja, kiedy ktoś wierzy, że nieporuszanie tematu samobójstwa spowoduje, że problem zniknie. To zdarza się najczęściej w rodzinach, w których w ogóle nie można mówić o porażkach, błędach, lęku, smutku, a komunikacja odbywa się na poziomie zadaniowym: „jadłeś?”, „kupiłeś?”, „odrobiłeś lekcje?”. Dorastające w takich warunkach dzieci nie uczą się, co robić, gdy pojawią się uczucia. Nie mówią więc np., że są złe i mają ochotę kogoś uderzyć, tylko po prostu to robią. Nie mówią, że mają problemy, tylko chcą się zabić. Udawanie, że próby nie było, niesie ryzyko kolejnej, bo potencjalny samobójca dostaje sygnał, że faktycznie nikogo nie taką osobę skierować do specjalistów - pedagogów szkolnych, psychologów, lekarzy. Należy poinformować rodziców lub bliskich o jej problemie. Nie należy wypowiadać słów: "przecież powinieneś być szczęśliwy", nie krytykować, nie wyśmiewać. Trzeba być blisko tej osoby. Bezwzględnie namawiać takie osoby do abstynencji - bo to używki są głównym teiggerem każ wziąć się w garść. Niezwykle ważne jest, aby zrozumieć taką osobę – przyjąć jej punkt widzenia. Nigdy nie każ osobie w takim stanie wziąć się w garść. Człowiek, który chce popełnić samobójstwa, tak jak osoba w depresji, widzi rzeczywistość w krzywym zwierciadle. Dostrzega tylko to, co złe. Swoje negatywne przekonania potwierdza tym, co się wydarzyło złego danego dnia. Z przeszłości również pamięta tylko to, co najgorsze. Nie przekonuj jej, że wszystko będzie dobrze, że prawda jest inna. Spróbuj wysłuchać, zrozumieć i zapewnić taką osobę, że nawet takie kryzysy się zdarzają i że są normalne. Ale normalne jest też, że z czasem mijają – i że to też jest przejściowy kryzys. To, co możesz zrobić, to starać się jak najbardziej odwlec w czasie decyzję o targnięciu się na swoje porównuj. Próbując pocieszyć osobę w depresji, można jej często zaszkodzić. Jedną z gorszych form pocieszania, która jest niestety często praktykowana przez ludzi, to metoda porównywania w dół. Innymi słowy: inni mają gorzej. Jakie to ma znaczenie dla kogoś, kto planuje się zabić? Jeśli inni mają gorzej, a podłamany człowiek nie potrafi doceniać tego, co ma, to raczej go ten fakt nie pocieszy – wniosek – Jestem beznadziejny. Jeśli inni mają gorzej, a radzą sobie lepiej, to co ma pomyśleć osoba, która nie potrafi sobie poradzić z czymś dużo prostszym? Wniosek – Jestem do niczego. Mniej więcej taki jest sposób myślenia załamanej osoby. Jak więc udowodnić załamanej osobie, że do połowy pusta szklanka, może być też do połowy pełna? Wydaje się, że najlepszym sposobem jest skontaktowanie jej ze specjalistami – psychiatrą oraz psychologiem lub grupą zaufania. Telefon zaufania jest pomocny dla osób, które borykają się z najróżniejszymi problemami. Jest to świetny sposób na szybki kontakt ze specjalistą, który może pomóc, może wysłuchać, a co więcej, jego wsparcie jest dostępne nieodpłatnie i 24 godziny na dobę. Jest to szczególnie dobre rozwiązanie dla tych osób, które mają opory przed spotkaniem twarzą w twarz i rozmową o osobistych problemach z obcą osobą. Jeśli ktoś z twoich bliskich ma myśli samobójcze, koniecznie zachęć go do tej formy szukania Rozmawiając z osobami spotykanymi na co dzień, którzy mają różne problemy z emocjami, z problemami zdrowotnymi, można zauważyć ciekawy stereotyp zachowania. Na jakąkolwiek propozycję udania się po poradę do psychologa (słowo psychoterapeuta działa często ze zdwojoną siłą) osoby te reagują jakby proponowano im skrajnie ostateczną formę pomocy. Wykluczają wizytę u psychiatry. Słowo „psycho” kojarzy się z czymś nienormalnym, z czymś, w co nie ma się wglądu czy wręcz ze stereotypową wizją pobytu w szpitalu psychiatrycznym widzianego oczami widza filmu „Lot nad Kukułczym Gniazdem”.To najprzydatniejsze informacje, z różnych stron. Mam nadzieję, że pomogłam:) Może pogadaj z nią zapytaj jakie ma problemy, co się dzieje i wtedy jej w tym pomóż Moja psiapsióła ma to samo :c Zgłosić to gdzieś jak najszybciej. EKSPERTkarola2672 odpowiedział(a) o 16:20 Powiedz o tym jej rodzicom, a jeśli wiesz, że faktycznie jest gotowa to zrobić (bo czasami jest tak, że ludzie mówią tak, bo potrzebują pomocy), to dzwoń po pogotowie Uważasz, że ktoś się myli? lub
moja mama chce się zabić